niedziela, 12 grudnia 2010

TARGI SLUBNE TV


Tego jeszcze nie było - 15 makijaży ślubnych w ciągu 3 h
- gdyby nie pomoc Klaudii Pytlarz, pewnie by się nie udało, a tak pomachałyśmy sobie w duecie airbrushami, pędzelkami i jakoś poszło na czas.


Nietrafiona koncepcja była moja.  Już teraz wiem, że należało zrobić makijaż kreda/betun/konturufka, jaki uszczęśliwiłby większość Panien Młodych, które przecież z jakiegoś powodu nawlekają na na siebie pokrowce przypominające białą kapustę tudzież kotarę po przejściach; obklejone ilością szlifowanych szkiełek, tfu, kryształów znaczy, w ilości porównywalnej z ilością szkła po solidnej domówce dla 3 osób.

Postawiłam na swieżość, wdzięk, urok, zalotność - różowe oko (tfu... no ale ślubnie miało być, a róż zgaszony był zawsze albo szarością / alte rose; albo beżem wchodząc w lekko łososiowy nude), mocno zarumienione policzki, i glamurowy teledyskowy połysk na krawędziach kości policzkowych i skroniach, bo lubię dziś. O ja durna. Mój zapał do krzewienia trendów "z blickiem", cery nietekturowej, krycia półtransparentnego (obecnych przeca w niektorych co fajniejszych ślubowych kampaniach, vide Vougue Sposa, albo nawet nieśmiałe pierwiosnki w polskiej "prasie branżowej typu madonna) ostudził komentarz pana z aparatem typu pstryk-pstryk,  że "słaby makijaż, modelki się świeco". I potem kilka podobnych.

Widocznie ja mam jakieś ultra postępowe ślubne klientki - chcą blicka, chcą modelowanie 3D, chcą skórę z fakturą itd - ale dziś już wiem, że mainstream to rimmel z placu w warstwie świadczącej o tym, że wizażystka nie oszczędza na klientkach, usta ociekające błyszczykiem, i skóra matowa jak tektura. Człowiek się całe życie uczy.

A jeszcze pomogłam trochę Joli B z AURY (która ma wizje i jej się chce - rzadkie, cenne i ja to szanuję i przed nią czapkuję) z castingiem i pictogramami do choreografii - w sensie ustalić, rozrysować, wyegzekwować. Relacja live TU; a Gabi z Dominiką wyszykowały backstage - czekamy!