środa, 26 maja 2010

Wnioski pisemne.Granty, gunshoty i mistrz świata

Ha. Obfite dnie. Dziś praca z mistrzem świata w grillowaniu, sesja dla produktu związanego z grillowaniem, na razie tajna. Za obiektywem Jacek Zygmunt (tu powinny być 2 linijki superlatyw). Przed - Jacek Kępa - Szef Kuchni, Mistrz Świata.
Google powiedziało mi, że "tam byłam"; czyli robiłam jakąś fuchę typu pokaz mody kuchennej na imprezie, na której Pan Jacek zgarnął laury - kilka lat temu, ale twarzą w twarz (a raczej aerografem w twarz) zetknęliśmy się dopiero dziś.
Miałam okazję wcielić w życie swoją ostatnią obsesję, czyli krycie i mat bez warstwy. Zależało mi na ujednoliceniu koloru (walczyłam z mocną ale nierówną opalenizną po egzotycznych wakacjach i jasnymi śladami po okularach słonecznych), naturalnym półzmatowieniu - ale bez naruszenia "struktury skóry" - porów, zmarszczek itd, podkreślających męskość, dojrzałość i wiarygodność postaci.
Może bez sensu - zabiegać o efekt jakby nie było mnie na planie. Podcinanie gałęzi na której siedzę, bo skoro gość wygląda mega naturalnie, to w końcu ktoś wpadnie na to, że make-up jest zbędny. No trudno, to wtedy będę robić te wnętrza (właśnie skończyłam projekt kolejnego małego biura we współpracy z MOIA).

Wczoraj gościłam w progach swojej ALMA MATER, PWR, przy okazji kręcenia zdjęć do spotu na razie tajnego. Budynek główny A1 - w czasie studiów byłam z nim kilka razy przy różnych okazjach (na szczęście nasz wydział był mocno wydzielony również pod względem geograficznym). Zmieniły się kafelki w toaletach, może coś jeszcze??? ale nie widać na pierwszy rzut oka. Odwiedziłam też inne nieznane mi budynki, stare i nowe. Przytłoczona jestem. Upewniłam się w decyzji, że na poziomym indeksie i 3 tytułach należy poprzestać, a pionowy indeks, wypełniony w połowie, słusznie pozostaje w pudle na szafie. To senne, snujące się tempo i nadawanie mega rangi sprawom tak bardzo oderwanym od tego, co postrzegam jako swoje życie... Nie do przejścia. Pudrowanie nosów zamiast kariery naukowej nie jest takie złe - przynajmniej można trochę pobiegać w trakcie.
A potem drugi plan, tego samego dnia. Pokój hotelowy, DJ, laski, zanietrzeźwiony zespół - jak kolejny odcinek sentymentalnej podróży. Poproszono mnie o ranę postrzałową na skroni Marty P (makijaż Agnieszka Kochanowska, fot. Piotr Abucewicz)