niedziela, 16 sierpnia 2009

[DIVIZION/CZART] reklama

Praca ze starymi i nowymi znajomymi, i z budzącym mój wielki respekt REDem. Przypomniały mi się dawne, dawne czasy, kiedy foty pod dużą rozdzielczość robiło się na ciętej błonie; a retusz w fotoszopie był jeszcze w powijakach, przynajmniej w mieście 0-71. Wtedy makijaż to było wyzwanie. I z RED-em jest podobnie. Każdy mój błąd, jako makijażystki, to dodatkowe godziny pracy Hesusa przy postprodukcji, a że nie chce narażać go na zmęczone oczy i kwadratową dupę - staram się jak mogę. Ze wsparciem paru fajnych produktów MACa, Forever Make Up, Kett - jakoś to idzie. Niestety, większość powszechnie używanych baz, pudrów itd. mogę już sobie zostawić do makijaży ślubnych. Dobre i to.

Znowu miałam okazję do pracy z Olą Hamkało, cieszy jej "diwersybilność" (wiem, nie ma takiego słowa w języku polskim - ale mam na myśli jej podatność na wcielanie się w kompletnie różne looki, wszechstronność, plastyczność? brak jednego słowa!). Makijaż - cóż, przez większość ujęć musiałam ją oszpecać (+9 lat i choroba). Stylizacja - przeforsowałam swoją wizję, "panią w biurowym pokrowcu" ubranym na obcisły top, bo ani kostium kąpielowy ani sukienka niekoniecznie mi siedziały w temacie. Ale na kompromis też potrafię pójść, żeby nie było - kolor topu był decyzją reżysera a nie moją, i mam nadzieję, że się czkawką nie odbije w końcowym obrazku, bo się średnio greenboxuje i w szerokich planach za mało kontrastuje z otoczeniem.
Mój asystent przypadek jak zwykle się wykazał skutecznością w działaniu, kolor kostiumu trafił w ton koloru tapicerki fury wykorzystanej do zdjęć i wyręczył mnie w rozwiązaniu problemu jak uzyskać efekt ze storybordu - "samej twarzy" widocznej przez szybę samochodu.
Bartek Szewczykowski robił sesję na planie ma lepsze zdjęcia. Znowu trzeba czekać! Rezultat TUTAJ.