środa, 24 maja 2006

FU "Raptowne Realia" - sentymentalnie w rytmie ragga

dir: Dariusz Szermanowicz & Bartek Rainski
dop: Kamil Płocki
prod: Grupa#13
casting, makeup, styling -> lewicka

Bardzo mnie ucieszyła propozycja ze strony Grupa #13 współpracy przy klipie ragga, chociaż wcześniejsze produkcje klipów dla Fu to nie było to o czym marzą ambitne wizażystki czy stylistki.
Ale „ Raptowne realia” zapowiadało się ciekawie: kilka wokali, ujęcia klubowe, duża impreza (cała sfingowana na potrzeby klipa!), „brudne” kadry itd.
Wyzwanie.
Dziki tłok do ogarnięcia na planie, a w tłumie musiały się pojawić smaczki do ogrania dla kamery, a jak najmniej zgrzytów wizualnych. Całość z założenia miała być jamajska, trochę plażowa... Gorąco.
Zdecydowałam się na jednolite plamy w wyraźnych kolorach, w miarę możliwości podkreślające kobiecość figur statystek.
Zielono, żółto, czerwono – geneza ragga narzuciła te kolorki (* - patrz poniżej). Skąpe bluzki (fason poprawiany był w bardzo prosty sposób – wiadrem wody! Mokre leżały idealnie), bikini. Nonszalanckie, niewypracowane, imprezowe makijaże, świecąca skóra.
Za to nie mogły wystąpić kojarzone z hasłem „impreza” przez wiele z występujących dziewczyn gadgety typu: koronkowe bluzki, małe czarne, nie napiętnowane wówczas jeszcze białe kozaki, które były w czasach kręcenia klipa jednym z bardziej powszechnych elementów wyposażenia każdej szanującej się imprezowiczki. Negocjacje były zażarte.
MOB STYLING, stylizacja tłumu, dla mnie była wielką szkołą asertywności, ale efekt rekompensował bóle twórcze - białych kozaków i różowych topów z sercem z cekinów w klipie nie ma. Jest za to impreza, wyglądająca całkiem autentycznie, a na froncie migawki z paru ślicznych buzi, które potem nieraz miałam okazję widywać i malować!

*
Raggamuffin, w skrócie Ragga – sama nazwa została zapożyczona od młodzieży z ghetta KINGSTON (stolica Jamajki) i dosłownie oznacza po prostu „obdarciucha”.

Muzycznie Ragga plasuje się blisko regge i dancehallu.

Ragga bazuje głównie na syntetycznych rytmy (pierwszy pionierski kawałek – singiel Wayne Smith'a z 1985 "Under Me Sleng Teng" wyprodukowany przez King Jammy, powstał przy użyciu syntezatora Casio MT40) w odróżnieniu od reggae, gdzie w nieskończoność mieli się te same brzemienia zapożyczone ze starych nagrań, co więcej - w przewadze na żywych instrumentach. Chłopakom z Jamajki zawieszonym uprzednio na produkcji sennych i monotonnych kawałków reggae (o ile uwielbiam ragga, nie znoszę reggae – chyba jakoś to nacechowałam tu ciutkę..sorry) dało to nowe opcje. Za Jammym, cieszącym się w owym czasie sławą dominującego dżamajskiego produsera, rzuciła się liczna fala naśladowców. Syntetyczne rytmy dawały większe pole do popisu kreatywności, mogły być bardziej zróżnicowane, skoczne i ... tańsze w produkcji!
Subtelna różnica między ragga a dancehall reggae (choć czasami te terminy używane są zamiennie) polega na tym, że w ragga DJ raczej nawija do podkładu niż śpiewa.
Odnośnie podkładów, w ragga (ale też reggae, dub, dancehall) można spotkać się z określeniem „riddim” - przypuszczalnie wywodzącym się od „rythm” w jamajsko-karaibskim „angielskim”.

W latach dziewięćdziesiątych ragga zachowała swoją ugruntowaną pozycję w jamajskich dancehallach, gatunek zaczął ewoluować, np. przyswajając techniki samplowania z hip-hopu.
Kolaboracji z zapleczem hip-hopowym ragga zawdzięcza też szybki wzrost popularności i rozpoznawalności – to właśnie w nazwie singiela jamajskiego rapera Daddy Freedy'ego słowo „ragga” pojawiło się po raz pierwszy na rynku międzynarodowym, w 1987 roku. A później w 1992 ponownie w tytule płyty "Ragga Muffin Rascals" kanadyjskiej grupy hiphopowej, Rascalz.
Parę kawałków „upopowionych” przez producentów pojawiło się w charakterze hitów na amerykańskich listach. Z naleciałościami innych gatynków muzycznych z ragga powstały hybrydy jak bhangragga (ragga + bhangra) czy raggacore (ragga + break core); nie sposób też nie docenić wpływów ragga na drum'n'bass i jungle tryumfujące na scenach UK.
W końcu, po ćwierćwieczu :D, ragga oficjalnie przebija się do świadomości opinii publicznej na polskim podwórku, prezentowana niniejszym przez OSTR czy Fu (nieoficjalnie, w „undergroudzie” gości już od dawna – hopsałam przy stosownych kawałkach, wstyd się przyznać, z dekadę temu?).
Sądząc po komentarzach pod teledyskiem na youtube.com – jest miejsce na taką muzykę.